Katarzyna Pakosińska jest dziś jedną z najbardziej znanych artystek kabaretowych w naszym kraju. Jej śmiech kojarzą niemal wszyscy. Wystąpiła w wielu spektaklach, zagrała w kilku filmach, ma na koncie mnóstwo estradowych doświadczeń. Jednak nie zawsze wszystko szło po jej myśli. Mimo że marzyła o studiowaniu aktorstwa, do szkoły teatralnej jej nie przyjęto. Później jej zawodowa droga miała jeszcze kilka zwrotów akcji. Niedawno artystka postanowiła część ze swoich scenicznych przygód opisać w ebooku Jak strugać wariata. Poza licznymi anegdotami z jej życia, znalazły się tam również wskazówki dla tych, którzy chcieliby zostać kabareciarzami. Poniżej prezentujemy fragment wspomnianego ebooka. 

Podjęłam decyzję, by nie szykować teczki artystycznej na Wydział Grafiki Akademii Sztuk Pięknych, a spróbować dostać się do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej.

W domu na wieść o mojej decyzji złapano się za głowę. Mama (naukowiec) o mało nie zemdlała, dostrzegając w niej jedynie to, że chcę sobie ot tak życie zrujnować na własne życzenie. Tata (inżynier) starał się mi jeszcze technicznie przemówić do rozumu, tłumacząc, że od pokoleń jesteśmy bardzo porządną rodziną i że w życiu żadnego aktora u nas nie było. Nawet gościnnie. I tak dalej, że chleba z tego nie będzie i na zmarnowanie idę. Ale dla mnie było już za późno. To coś mnie mocno złapało i trzymało.

Zanim pojawiłam się na egzaminie przy ulicy Miodowej w Warszawie, chodziłam na zajęcia aktorskie do Młodzieżowego Domu Kultury przy ulicy Brożka. Prowadziła je Krystyna Kłosowska. Pani Krysia, również z tego względu, że jej mężem był wspaniały aktor Roman Kłosowski, nos do sztuki scenicznej miała w jednym palcu. Po obejrzeniu nieśmiałej dziewczyny z marzeniami skwitowała, że zobaczymy, co da się zrobić, bo coś tam mimo wszystko we mnie dostrzega.

Bardzo rzetelnie wybrałyśmy, a potem przygotowywałyśmy teksty, które przed szacowną komisją Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, dziś Akademii Teatralnej, postanowiłam przedstawić. Tuż przed terminem egzaminu zaprezentowałam swoje osiągnięcia przed przyjaciółmi pani Krystyny: Tomaszem Zaliwskim i Teresą Lipowską. Ci też nie potrafili jednoznacznie ocenić, czy rzeczywiście kariera teatralna mnie czeka. Mnie jednak nic nie było już w stanie odwieść od tych planów.

O mojej ambicji i żelaznym postanowieniu dostania się w poczet aktorów dramatycznych niech świadczy wybór z prozy i poezji. Postawiłam na Zosię z „Pana Tadeusza” Mickiewicza (sic!) i Raniewską z „Wiśniowego sadu” Czechowa (sic! sic!). Było jeszcze coś lekkiego, czyli mało wówczas dla mnie istotnego – Zerzabella z „Parad” Potockiego. Zestaw zupełnie od sasa do lasa. Stąd komisja osłupiała. (…)

Do dziś pamiętam coraz bardziej okrągłe ze zdumienia oczy profesor Mai Komorowskiej, Jana Englerta, Aleksandry Górskiej. W sumie wszystkich, którzy tam siedzieli. Ale też niejasny entuzjazm studentów PWST gromadzących się nagle na sali egzaminacyjnej zawsze, ilekroć byłam wywoływana. Peszyło mnie, gdy śmiano się do rozpuku podczas moich recytacji. Najbardziej przy tekście z komedii dell’arte i Zerzabelli. Stres odbierał mi racjonalne myślenie, starałam się nie zwracać uwagi na te śmiechy i w 100 procentach, rzetelnie jak Stanisławski zalecał, wchodziłam w postać. Brałam głęboki oddech i z przejęciem odczytywałam list kochanka Leandra. Z pamięci. Brzmiało to mniej więcej tak:

Najkąchańsza kąchanko – zaczynałam wolno, lekko ślepa, bo tak sobie wymyśliłam, z naciskiem na samogłoski. Potem cieszyłam się szczerze, dziwiłam, głupiałam, szalałam, że kąchanek zjawi się u mnie między młotem a kowadłem, czego i mnie życzy, czyli jak to się mówi, komu w drogę temu Pan Bóg daje z cebra, którym mam zaszczyt pozostać. Znaczy on. Mój kąchanek. A potem gładko przechodziłam do piosenki z repertuaru Miry Zimińskiej „Pokoik na Hożej”. Sala już wówczas szalała. A ja byłam zrozpaczona! Ach, jakże łzy drżały na jej kruczoczarnych rzęsach, mogłaby opisać mój stan Helena Mniszkówna.

Helena Mniszkówna to autorka nieśmiertelnych powieści (romansów) z życia wyższych sfer, na przykład „Trędowatej”. Często określano jej styl jako grafomański. Jej pióro z lubością parodiowała satyryczka Magdalena Samozwaniec.

Przypomniała mi się teraz pewna anegdota. Otóż Aleksander Bardini, (…) będąc przewodniczącym jury Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, ponoć tak zrecenzował występ pewnej przecudnej urody uczestniczki konkursu:

– Oto na scenę wchodzi oszałamiającej urody i nadzwyczajnej figury dziewczyna. Przygrywka. Podchodzi do mikrofonu. Otwiera usta… W myślach rzucasz dom, rodzinę, żonę i uciekasz z nią na koniec świata. Zaczyna śpiewać. WRACASZ DO DOMU.

Nie to, że jestem oszałamiającej urody, ale w moim przypadku komisja chyba właśnie już na początku piosenki chciała jak najszybciej pakować teczki i uciekać, gdzie pieprz rośnie. Nawet do Zanzibaru. Aby szybko. Już wyobrażam sobie omawianie w zaciszu dziekanatu mojej kandydatury. Że ani amantka, ani charakterystyczna. Takie ni sio, ni wio. Ma gotyckie podniebienie – mogła dodać prof. Tomaszewska lub Matyszkiewicz. – I takie wielkie zęby! W każdym razie ocena była jednoznaczna. Dziekan Aleksandra Górska powiedziała mi na pożegnanie prosto w oczy: dziecko, wrażliwość to ty masz. Ale niestety nie masz czegoś, co jest równie nieodzowne w tym zawodzie: twardej dupy.

Jeśli chcesz przeczytać inne anegdoty z aktorskiego i estradowego życia Katarzyny Pakosińskiej, a także sięgnąć po garść porad dla przyszłych kabareciarzy, koniecznie przeczytaj jej ebook Jak strugać wariata? Minikompendium wiedzy kabaretowej w anegdotach spisane dostępny na platformie How2. 

Koszyk

Do góry